wtorek, 29 stycznia 2013

Minął miesiąc odkąd Rahn zaczął uczyć się magii. W zasadzie wszystko miał opanowane w mniejszym lub większym stopniu więc tylko utrwalał wiedzę. Na uczelni zbliżała się sesja, ale ze względu na to, był w miarę systematyczny zostały mu do zaliczenia tylko egzaminy. Spotykali się z Tią coraz częściej, spędzali razem wieczory w parku, pili razem w pubach. Wyglądało na to, że są parą, jednak oni traktowali to jako przyjaźń. Oboje wiedzieli w jakim kierunku to zmierza, ale żadne z nich nie chciało posunąć się dalej. Nie chcieli tego robić, gdyż mogli zniszczyć to co było dla nich najważniejsze - oni sami. Pewnego dnia obaj wyszli razem na spacer do parku. Uzbrojeni w tanie wina usiedli na ławce i rozkoszowali się beztroską. Było dość późno, słońce zachodziło, wiał zimny wiatr.
- Rahn?
- Tak?
- Bo wiesz, chyba się zakochałam... - powiedziała z uśmiechem dziewczyna
- Tak? A w kim?
Perfekcyjnie wycelowany mięśniaczek uderzył Rahna w rękę.
- Aaaa... Tia!!
Dziewczyna chichotała pod nosem.
- No wiesz przecież w kim.. - popatrzyła na niego
- Nie mam pojęcia - powiedział Rahn z grobową miną
Drugi mięśniaczek uderzy ponownie w to samo miejsce.
- Za co mnie bijesz wariatko? - krzyczał Rahn śmiejąc się
- Za to, że jesteś głupim debilem!!! - przedrzeźniała się z nim Tia okładając go pięściami
- Za dużo już wypiłaś - powiedział Rahn odsuwając się na ławce i ciągle śmiejąc się pod nosem
Tia zmęczona szamotaniem położyła się na ławce i położyła głowę na kolanach Rahna. On zaczął ją głaskać.
- Dobry kotek, wybrykałaś się to teraz możesz spać - pokazał jej język
- Debil, głupi debil - trzepnęła go ręką brzuch
Tia zasnęła, spała tak z pół godziny. Kiedy się obudziła Rahn również spał, ale nie ze zmęczenia - wypił jej całe wino. Podniosła się i pocałowała śpiącego chłopaka, po czym lekko budziła go uderzając rękami o jego policzki.
- Pobudka żulu! Wyżłopałeś mi całe wino, wracamy
- Jeszcze procenty by wyleciały i co wtedy? - zapytał świeżo rozbudzony Rahn
- Uważaj, żeby nie wyleciały razem z zawartością twojego żołądka, wstawaj.
Rahn zebrał się i chwiejnym krokiem wrócili do akademików. Rahn rzucił się tylko na łóżko i tyle pamiętał. Tia odprowadziła go do pokoju i wróciła do siebie - tak przynajmniej myślał Rahn...

poniedziałek, 30 kwietnia 2012


Tia odsunęła się na krok, wytarła zasmarkany nos o chusteczkę i usiadła na ławce. Rahn nie wiedział co powiedzieć, usiadł tylko przy przyjaciółce i wpatrywał się w nią. Tie znał od dziecka, wiedzieli o sobie wszystko. Wiele razy znajomi zgrywali się z ich „przyjaźni”, jednak ani Rahn, ani Tia nic sobie z tego nie robili. Rahn jednak czuł do dziewczyny coś więcej niż tylko koleżeństwo, była częścią jego życia, w zasadzie była od zawsze. W przeszłości zdarzało się, że podchodził pod jej okno z kwiatkami, jednak nigdy nie miał na tyle odwagi, żeby zakrzyczeć czy coś zaśpiewać. Sytuacje takie zwykle kończyły się zostawieniem podarunku pod oknem i odejściu. Tia nigdy nie wiedziała kto zostawia jej polne kwiaty nocami, Rahn też się do tego nigdy nie przyznał. Jednak teraz gdy byli starsi nie było to ważne, wiedzieli oboje że mogą na siebie liczyć.
Rahn przytulił dziewczynę.
- Nie był Ciebie wart, uśmiechnij się – próbował pocieszyć ją Rahn
Tia spojrzała na niego, uśmiechnęła, uspokoiła i przetarła oczy. Podjechał pociąg, trzeba było się zbierać. Oboje wsiedli i kupili bilety, w przedziale byli sami. Tia zmęczona płakaniem zasnęła Rahnowi na kolanach. Przeleżała tak całą podróż, pociągając na nosie przez całą drogę. Wysiedli w stolicy i pieszo ruszyli do akademika. Tia nic nie mówiła, Rahn przez całą drogę opowiadał jej śmieszne anegdotki z akademika. Co chwilę na twarzy dziewczyny pojawiał się uśmiech.
- Dzięki Rahn – powiedziała Tia żegnając się z nim przez drzwiami od akademika – trzymaj się
- Ty też, jak będziesz potrzebować pomocy to napis
- Ok, pa
Rahn ruszył w swoją stronę. W pokoju siedział Ghor, programował coś na zaliczenie.
- Yo – powiedział wpatrując się monitor – jak weekend?
- Pełen niespodzianek – odpowiedział Rahn
- U mnie też, ten jebany program nie chce się skompilować...
- No widzisz, a ja na przykład dowiedziałem się że Tia zerwała ze swoim lalusiem.
- Czyli możesz zarywać – wyśmiał go współlokator
Rahn go uderzył.
- No bo wiesz, Tia ma koleżanki, fajne koleżanki. Będzie je zapraszać i wtedy my też może poznamy kogoś fajnego.
- Ta, tobie przydała by się taka niewidoma i bez mózgu – zaśmiał się Rahn
- A spierdalaj – uśmiechnął się Ghor wpatrując się dalej w swoje zadanie.
Rahn rozpakował się, wyjął notatki matki i studiował je na łóżku. Ghor wpadł w trans programistyczny, więc nie wiedział co się wokoło niego dzieje. Remeden pół nocy spędził nad zaklęciami sfery wody i powietrza. Powtarzając w myślach formuły i wymachując w powietrzu gesty. Ghor skończył, o dziwo nie zauważył dziwnych notatek Rahna, był już zbyt zmęczony by w ogóle myśleć. Przebrał się i bezwładnie runął na łóżko. Rahn siedział trochę dłużej, powtarzając gesty i zapamiętując wszystko. Pod koniec spakował notatki i położył się. Zasypiając myślał nie tylko o magii i formułach, ale także o Tii i ich „przyjaźni”.
Następne dni mijały dość szybko – zajęcia przez cały dzień, przygotowanie na następny, trochę nauki magii. Odwiedził też Tie kilka razy, dziewczyna była raczej w dołku, próbowała znaleźć sobie zajęcie i nie myśleć o niczym. Jednak wizyty Rahna zawsze wprawiały ją w dobry nastrój.  

niedziela, 22 kwietnia 2012

Poranek, jasne promienie światła wdzierały się przez okno do małego pokoju budząc śpiącego Rahna.
- Trzeba wstać - powiedział do siebie. Tak też uczynił. Zauważył od razu rozrzucone wokoło notatki. Zebrał je go ksiąg i podążył do kuchni. Siedziała w niej matka w szlafroku i popijała kawę. Rahn podszedł do czajnika, nasypał sobie kawy i zalał gorącą jeszcze wodą. Usiadł przy stole i wpatrywał się w kobietę.
Miał jej nadal za złe, że dopiero teraz o wszystkim mu powiedziała, ale prawdopodobnie w innych okolicznościach nigdy by jej nie uwierzył.
- Jak tam na studiach? - zapytała przerywając ciszę
- A, wiesz nic, jakoś leci. Daję sobie radę, chociaż czasami mam ochotę pozabijać niektórych ludzi - mówił z uśmiechem
- No tak bywa - uśmiechnęła się i popatrzyła w okno - a jak tam Tia? Widujecie się czy nie?
- Czasem ją odwiedzam, ale tak to raczej nie mamy czasu. A ty jak spędziłaś wakacje?
- Wiesz, wylegiwałam się z ciotką nad jeziorem i spacerowałyśmy po górach, dobrze mi to zrobiło, ale wiesz wczorajsze wydarzania znowu popsuły mi humor.
- Nie przejmuj się, będzie dobrze - próbował ją pocieszyć Rahn
Nic to nie dało, ona wróciła do spoglądania w przestrzeń, a Rahn przygotował jakieś śniadanie. W milczeniu zjedli kanapki.
- Muszę być wcześniej w akademiku, zrobić coś na jutro - zaczął Rahn
- W porządku, przygotuje Ci jakieś jedzenie.
Do odjazdu Rahn studiował notatki matki, zaczął on wstępu, jakim był rozpisany alfabet. Magiczne formuły składało się za pomocą specjalnego alfabetu. Każda pojedyncza litera miała swoje rozwinięcie w słowie, poszczególne słowa reprezentowały szkoły, żywioły, akceleracje lub nic nie znaczyły, przynajmniej tak było w notatkach matki.
- To musisz znać na pamięć - powiedziała do niego matka widząc co przegląda
Było to skomplikowane, w dodatku słowa inaczej się wymawiało a inaczej pisało, na szczęście matka wymieniła na marginesie jak robić to poprawnie. Rahn powtarzał sobie słowa w myśli, o dziwo łatwo wchodziły mu do głowy. Nauczenie się wszystkiego zajęło mu około godziny. Następnie przeczytał wszystkie 20 stron na temat koncentracji i poprawnego wymawianiu formuł. Zaczęła się pierwsza strona traktująca już o konkretnym zaklęciu. "Wzniecenie płomienia", łatwe zaklęcie, proste ruchy, nikły efekt - z palca ulatnia się mały płomyczek. Rahn próbował kopiować ruchy z książki, a że było to łatwe to szybko załapał. Kolejne zaklęcia sfery, im bardziej zaawansowane miały dłuższe formuły i wymagały dodatkowych gestów. Jednak ucząc się ich w ten sposób łatwiej było je zapamiętać. Rahn zdążył nauczyć się tylko kilka, kiedy trzeba było jechać na studia. Spakował wszystkie notatki do plecaka, razem z jedzeniem i ubraniami. Pożegnał matkę i udał się na pociąg. Było pochmurno i zbierało się na deszcz, jednak zanim zaczęło kropić Rahn był już przed dworcem.
Rozglądnął się po poczekalni i znalazł w końcu znany mu szary płaszczyk, Tia stała do niego plecami i pisała coś na telefonie. Po cichu podszedł do niej i zasłonił jej oczy, aby zabawić się w "zgadnij kto". Jednak od razu poczuł, iż dziewczyna ma mokre oczy. Tia odwróciła się i rzeczywiście płakała.
- Marh mnie zostawił, tępy chuj! - krzyczała przez zatkany nos. Po czym chwyciła Rahna i przytuliała się do niego płacząc mu w ramie.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Matka spoglądnęła na Rahna, widać było, że chociaż ich sytuacja była nieciekawa miała nadzieje w sercu.
- Rahn, na wszelki wypadek musisz się nauczyć kilku formuł kontrolowania mocy, aby w razie czego chociaż próbować się obronić. Niestety musisz się tego uczyć na sucho. W domu mam moje stare notatki, które przechowywałam dla ciebie w razie gdybyś odzyskał moce. Chodźmy do domu.
- Czekaj - zaprotestował - co oni zrobili ciotce?
- W zasadzie to nic szczególnego, w zasadzie to ludzie nazwaliby to pluskwą. Ciotka na razie się nie będzie z nami kontaktować, aż to zaklęcie nie rozproszy się.
- Jeszcze jedno mnie zastanawia. Jak aktywować kryształ remedenów?
- Tego niestety nie wiem Rahn - odpowiedziała matka - to starożytna rasa, więc nie wiec mam na jej temat mało informacji.
- Może mógłbym im pomóc?
Kobieta spochmurniała.
- Nie, nie pozwalam Ci na nic takiego, wybij to sobie z głowy, zaklęcia które mam zapisane i których używam to jedynie marna namiastka możliwości maginów. Chodź, bo już jest późno. Pamiętaj, poza tym miejscem nie możemy sobie pozwolić na takie beztroskie gadanie o twojej rasie i magii. W domu dam Ci notatki, musisz ich pilnować, żeby nikt ich nie dorwał.
- Dobrze, będę pamiętał.
Wyszli z lasu, wrócili w domu. Tam matka wręczyła Rahnowi dwa olbrzymie tomy zapisane odręcznymi notatkami. Jak na coś co utrzymywała zawierało proste rzeczy, objętościowo zniechęcało do czytania. 
- Szkrobałaś jak kura pazurem - podśmiewywał się z niej Rahn. Matka popatrzyła tylko na niego karzącym wzrokiem. Rahn przekartkował wszystko, oprócz tekstu zaklęć i działania były niekiedy wyrysowane pozycje, ułożenie rąk, dziwne znaki podpisane np."runa katalizacyjna". Wszystko było szczegółowo opisane i podzielone pod względem żywiołów. Dodatkowo każde zaklęcie miało czasami kilka różnych wersji ułożenia dłoni i pozycji. Pod koniec było kilka zaklęć oznaczonych "zaawansowane", często wymagały one jednak większej liczby maginów do rzucenia, znalazło się też tam zaklęcie podróży międzywymiarowej. Rahn przeglądał to wszystko w łóżku, aż zmęczony zasnął nad notatkami.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

To już było za wiele, matka opowiada mu jakieś popierdolone rzeczy o magi oraz jakiś innych rasach... Rahn nie chciał jej uwierzyć, ale wydarzenia ostatnich dni takie jak dziwne sny lub zdolność widzenia poświat też nie były czymś normalnym. Nic nie było dla niego jasne.
- A co z Valerem? Dlaczego odleciał? - zapytał
- Z tego czego kiedyś dawno temu uczyłam się o remedenach wiem, że każdy z was posiada swojego sulfurusa, jest to stworzenie stworzone z czystej mocy magicznej, jest ona też dla nich jedynym pokarmem. Żyją na waszej planecie i tylko z wami wchodzą w symbiozę. Potrafią "doczepić" się do duszy innego żywego stworzenia w razie potrzeby, gdyż jeżeli pozostaną za długo w swojej materialnej postaci to umierają. Twój złączył się z duszą naszego Valera. Musisz wiedzieć, że zmaterializowany sulfurus to wielki płonący ptak. Z Edytą podejrzewamy, że w momencie kiedy twoje moce uwolniły się, dusza twojego sulfurusa przeniosła się z ciała kruka na ciebie. Sulfurus zniewolił świadomość tego naszego ptaka, normalne kruki tak się nie zachowują. Valera już nigdy raczej nie zobaczysz. Za to Twój sulfurus już jest w Tobie, nie możesz go uwolnić pod żadnym pozorem, inaczej zostaniesz namierzony przez maginów i zabiją Cię.
- Namierzony?
- Tak, magini na bieżąco monitorują powierzchnie ziemską, a każde większe wybuchy magiczne są od razu odnotowywane i sprawdzane. Materializacja sulfurusa może zwabić ich całe dziesiątki. Jeszcze gorsze jest jeżeli uaktywnisz swoją moc, bo widzisz, gdybyś był normalnym remedenem to twoją moc mogli by uznać za skupisko kilku magów i wysłali tylko jednego żeby sprawdził co się dzieje. Rahn, nie wiem dlaczego ale jesteś złotym remedenem - matka spochmurniała - żaden z nich nawet się nie zastanowi nad zabiciem Cie. Bo widzisz dysponujesz mocą, która potrafiłaby zmieść ten kraj z powierzchni ziemi.
- To w takim razie jak mam nie dopuścić do aktywacji? - zapytał Rahn
Matka usiadła na spróchniałej kłodzie, schowała twarz w dłoniach:
- Nie wiem, tego nie wiemy, nikt tego nie wie, nie mamy dostępu do żadnego remedena. Poza tym żeby przenieś się do naszego wymiaru potrzebna jest moc przynajmniej 3 maginów, a poza Edytą nie przyjaźnie się z nikim innym. Staraj się zachowywać normalnie, nie denerwuj się, nie wiem - rozłożyła ręce
- No, będę się starał, ale skoro nawet nie wiem jak to działa to nie obiecuje nic. Interesuje mnie natomiast pewna rzecz, skoro mówisz, że remedeni są tacy potężni i dysponuje "siłą" - Rahnowi sam się dziwił że to wypowiedział - to w jaki sposób są teraz okupowani...
- Bo widzisz, w pewnym momencie przywódca remedonów został zgładzony, akcja ta była bardzo pieczałowicie przygotowana. Otóż oskarżono go o mord na swoich ludziach i poddano sądowi innych złotych remedenów, który wodzeni przez maginów skazali go na karę śmierci. Magini obiecywali im władzę w zamian za zmniejszenie kontroli przepływu. Otóż jest jeszcze jedna sprawa, remedyni to bardzo starożytna i potężna rasa, jednak nie znaczą nic jeżeli kryształ aktywacyjny nie ma w sobie kawałka duszy złotego smoka. W momencie, w którym zmarł Rahn to właśnie jego kawałek duszy był w krysztale. Dusza musiała powędrować do Attillop w całości, więc kryształ przestał działać. Siła złotych remedenów spadła, a moc magiczna reszty gatunku spadła do poziomu mocy normalnego człowieka. Wtedy nastąpił atak, magini triumfowali, złoci remedeni, którzy pozostali przy życiu złożyli im przysięgę wierności w zamian za swoje życia. Sama Herozia jednak została splądrowana i zniszczona. Magini obecnie są jedyną znaczącą rasą w naszym wymiarze, rozpoczęli również ekspansję wpływów gdzie indziej, tak jak tu na ziemi. Właśnie w noc zgładzenia twojego imiennika znalazłam cię w lesie, zostałeś tu teleportowany w celu uchronienia cie przed śmiercią. Nie wiem dlaczego twoja moc dopiero teraz się ujawniła, prawdopodobnie była na ciebie nałożona jakaś pieczęć blokująca twoją moc, ale nie wytrzymała próby czasu - uśmiechnęła się matka.
- To co mówisz zaczyna mieć sens - odpowiedział jej pogodnym głosem Rahn  

niedziela, 15 kwietnia 2012

- Co, o czym ty gadasz? - pytał zdziwiony Rahn
- To, że nie jesteś moim dzieckiem, nie znam twoich rodziców i już nie poznasz...
- Ale te wszystkie opowieści o moim ojcu, o tym jakim wspaniałym był człowiekiem?
- To wszystko bajki, dla twojego dobra - próbowała tłumaczyć się matka
- Jakiego dobra - krzyczał przez łzy Rahn - ukrywałaś przede mną prawdę! Data urodzin i miejsce pewnie też są sfabrykowane na potrzeby adopcji?
- No właśnie nie było żadnej adopcji - mówiła matka ze spuszczoną głową - znalazłam Cię właśnie w tym miejscu.
- Ale jak to znalazłaś? Jak moja poprzednia matka mogła mnie tu zostawić?
- Sęk w tym, że zrobiła to dla twojego dobra, tak przypuszczam - odpowiadała przez łzy - i tak mi nie uwierzysz jaka jest prawda.
Rahn nie mógł patrzyć na płaczącą matkę, podszedł do niej i mocno ją przytulił.
- Wybacz, nie miałam wyboru, jeżeli ktoś by się dowiedział kim jesteś zabiliby nas - mówiła po cichu
- Czy za przygarnięcie dziecka jest taka straszna kara?
- Nie, ale za przygarnięcie remedara tak.
- Kogo? - zapytał Rahn pierwszy raz słysząc takie słowo
- Jesteś remedarem Rahn, spadkobiercą swojej rasy, możliwe że jedynym z nielicznych żyjących jako wolna osoba.
Rahn nie bardzo wiedział o co zapytać, może pominęła go jakaś lekcja historii, może jest dzieckiem ocalałym po jakiejś wojnie, ale z tego co pamiętał, jego kraj nie prowadził żadnej już od przynajmniej 50 lat.
- Nasz kraj prowadził wojnę z remedarami?
Matka popatrzyła na niego.
- Nic nie rozumiesz Rahn, ani ja ani ty nie jesteśmy ludźmi z definicji jakie znasz.
W to już nie było tak łatwo uwierzyć. Rahn miał mętlik w głowie, przecież, jak nie mógł być człowiekiem?
- O nie, nie... Chcesz mi wmówić, że przylecieliśmy z kosmosu? - śmiał się zdesperowany Rahn
- Nie, jesteśmy z wymiaru równoległego, ja jestem z kasty maginów, w chwili obecnej to nasza rasa trzyma twoją pod niewolą
- Czyli jesteś moim wrogiem? - zapytał nieśmiało Rahn
- Nie, nie interesują mnie interesy i żądze mojej rasy, dlatego mieszkam na ziemi, z dala od nich wszystkich.
- Więc dlatego przygarnęłaś remedera?
- Przygarnęłam Cię gdyż ja zawsze byłam po waszej stronie, wierz lub nie, ale to wasza rasa, mogła by zmieść moją z powierzchni planety w jeden dzień.
- Dlaczego się tak nie stało?
- Bo widzisz remederzy stoją po stronie harmonii. Są jak gdyby strażnikami przepływu.
- Przepływu czego? - zapytał Rahn
- Mocy magicznej...


czwartek, 12 kwietnia 2012

Wychodząc z akademika spotkali trzech mężczyzn, Rahn już z daleka zauważył takie same dziwne poświaty wokół nich, czyżby znajomi matki? Jednak na widok ubranych w garnitury ludzi pobladła, ciotka również poczuła się nieswojo.
- Witam, Panie - przywitał ich wysoki brunet - czym zawdzięczamy sobie takie naużywanie uprawnień, skąd taki pośpiech? Odwiedziny syna?
- Nikt nas nie widział, jeżeli o to chodzi - odpowiedziała matka Rahna - jaki pośpiech? Wracamy z wakacji, przyjechałam odebrać syna, udajemy się do domu na weekend.
- Dziwne - zaśmiał się mężczyzna - wyglądają Panie jakby przed chwilą były na zakupach, tak jakby wracały z centrum handlowego - podszedł bliżej i zaczął coś szeptać w dziwnym języku, Rahn widział jak jego aura zaczyna drgać i kształtować, ale siedział cicho. Część aury bruneta złączyło się z aurą ciotki, ona natomiast lekko drgnęła.
- Będę miał Panią na oku - uśmiechnął się - na razie dziękuję. Miłego dnia życzę. Chłopaki zbieramy się - powiedział do swoich podwładnych, po czym zapakowali się do samochodu i odjechali.
Chociaż Rahnowi nasuwało się wiele pytań, spojrzenie matki i ciotki, oraz ich oschłe zachowanie zamknęło mu język za zębami. Wracali pociągiem, jazda w ostrym słońcu i ciepły przedział nie należała do najmilszych, ale o dziwo szybko minęła. Ciotka i matka starały się nic nie mówić, obie tępo wpatrywały się okno. Po dotarciu do domu, zrobieniu zakupów i obiadu atmosfera pozostawała taka sama. Rahn próbował podtrzymać jakoś rozmowę, opowiadając o studiach, ale równie dobrze mógł mówić do pustej ściany. Wieczorem odprowadzili ciotkę na pociąg. Kiedy wracali matka Rahna, stała się już bardziej rozchmurzona. Opowiadała synowi o wakacjach i miło spędzonym czasie razem z ciotką Edytą. Po wejściu do domu, zrobiła kolacje. Kiedy jedli Rahn wpatrywał się w matkę pytająco.
- Dobra - odpowiedziała matka - przejdziemy się na spacer?
- Ale jest późno - zdziwił się Rahn
- Eeee... wcale nie odpowiedziała matka
- Do dobra, a gdzie chcesz iść? 
- No może przejdziemy się na łąki, koło lasu
Propozycja matki była dziwna, ale po co jej odmawiać. Po zjedzonej kolacji wyszli na spacer. Trochę im zajęło dotarcie do celu, ale w końcu, dotarli na polanę przed lasem. Choć było późno i  ciemno matka podążała w stronę lasu, Rahn szedł za nią, wyczuwając jakiś cel w jej zachowaniu.
Mijali wiele drzew, podążając leśną ścieżką. Rahn zauważył, że aura matki zaczyna po woli znikać, tak jakby się rozpuszczała, wreszcie dotarli do małej polanki, nie rosło na niej żadne drzewo, a zamiast trawy leżało kilka suchych liści.
- Jesteśmy na miejscu - powiedziała w końcu matka - teraz mogę Ci co nieco powiedzieć, bo widzisz - zatrzymała się, żeby ubrać myśli w słowa - tak właściwie to ja nie jestem twoją matką....


środa, 11 kwietnia 2012

Następnego ranka wypadała sobota, Rahn spał do południa. Ghor pojechał do domu na weekend, więc w pokoju nie było nikogo, w kącie stała tylko pusta klatka. Rahn postanowił zadzwonić do matki i opowiedzieć o zniknięciu kruka. Wykręcił numer i czekaj na odpowiedź.
- Hallo, Rahn?
- Tak mamo, jak tam na wakacjach.
- Fajnie, wiesz właśnie chodzimy z ciotką po galerii, kupiłam sobie takie ładne butki. A co u Ciebie na uczelni?
- U mnie dobrze, jakoś daję radę. Gorzej, bo Valer wyleciał jakieś dwa dni temu w nocy i nie ma go do teraz.
- Co? - głos matki stał się jakiś zaniepokojony
- No normalnie wypuściłem go i już nie wrócił.
W słuchawce usłyszał jak matka rozmawia po ciuchu z ciotką o tym, że może być już namierzony, przez "nich".
- Wiesz co kochanie, siedź tam gdzie jesteś, będę za chwilę u Ciebie.
- Ale jak to będziesz? Nie jesteś w Niko?
- Eeeee.... Nie, jestem w stolicy. Będę za jakiś czas.
- Ty nigdy u mnie nie byłaś, nie?
- Noo.. nie, ale nie martw się jakoś sobie dam radę.
- Ok, pokój 444, ul. Akademicka 300...
- Dobrze to już jedziemy.
Wydawało się to dziwne, ale skoro matka z ciotką chciały wpaść to w porządku. Rahn pozgarniał trochę w pokoju, żeby nie narazić się na teksty w stylu "Olaboga jaki tu bałagan", zrobił sobie kanapki i czekał. Nie zdążył zjeść nawet jednej gdy do pokoju ktoś zapukał.
- Proszę - krzyknął Rahn
Do pokoju weszła matka i ciotka, ale tym razem wyglądały inaczej, wokół ich ciał unosiła się błękitna poświata.
- Cześć Wam, chcecie kanapkę?
- Cześć - odpowiedziała matka, przytulając się do syna, zauważyła jednak szybko złote oczy, spochmurniała i usiadła na łóżku - te złote oczy też masz od dwóch dni, tak?
- To chyba dobrze, że pieczęć pękła? - zapytała ciotka
- Na pewno nie dla nas, jeśli zwiadowcy się dowiedzieli to mogli po kogoś wysłać.
- Co ty, ludzie też czasem mają swoje przebłyski mocy, może go jeszcze nie znaleźli...
Rahn wsłuchiwał się w rozmowę, ale nie miał pojęcia o czym rozmawiają.
- Jeżeli my będziemy przy nim to może go nie namierzą, nasze aury są mocniejsze, chyba że nauczy się jakoś przechodzić między poziomami - zasugerowała matka Rahna - nie może również używać sulfurusa, to zwabi ich jak ćmy do ognia
- O ile rzeczywiście złączył się z nim ponownie - zasugerowała ciotka
- Musiało się tak stać, kruk odzyskał świadomość, dlatego nie wraca. Nie widziałam nigdzie potężnej aury, więc musi być w nim - mówiła matka pokazując na Rahna
On sam zastanawiał się o jakie poziomy może chodzić, co to jest sulfurus i  dlaczego Valer miał "odzyskać świadomość".
- Wytłumaczycie mi o czym rozmawiacie? - zapytał nieśmiało
- Pierwsze musimy mieć pewność, że nie jesteś śledzony, musimy znaleźć jakiś obszar ciszy, i tam Ci wszystko wytłumaczymy - odpowiedziała matka - na razie musisz wiedzieć, że jeżeli nie uda nam się zataić Twojej mocy, to skończy się twoje życie na ziemi.
To zabrzmiało groźnie, Rahn nie zamierzał umierać, ale jaka moc? O co chodzi do cholery?
- Masz Rahn jakieś czarne okulary? - zapytała ciotka
- No, Ghor ma, ale chyba nie będzie miał nic przeciwko jak sobie pożyczę.
- To zakładaj - nikt postronny nie może wiedzieć o twoim dziwnym kolorze oczu, spakuj dużo ubrań, wyjeżdżamy do domu
- No dobra - odpowiedział Rahn - to czekajcie chwilkę
Rahn spakował się dość szybko, założył okulary i wszyscy wyszli z pokoju.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rahn miał mętlik w głowie - gdyż w jaki sposób jego oczy mogły same z siebie zmienić kolor. Próbował nawet zdjąć soczewki, które nie istniały. Tia przypatrywała się tylko popijając co chwilę piwem.
- Pierwszy raz słyszę żeby komuś zmienił się kolor oczu - powiedziała, nie wiedząc jak pomóc przyjacielowi
- Nie znasz, gdyż mi się wydaje że to fizycznie nie jest możliwe - odpowiedział Rahn siadając na łóżku - może przejdę się do jakiegoś okulisty?
- Jak widzisz tak samo to chyba nie ma problemu, jeszcze Cię uznają za jakiegoś świra i odeślą do wariatkowa. - zaśmiała się Tia
Do pokoju ktoś zapukał i wszedł, był to chłopak Tii.
- Cześć wam, Oooo.. Piwko, też przyniosłem - uśmiechał się Marh
Podszedł do dziewczyny i pocałował ją.
- Cześć - odpowiedziała - siadaj, chcesz szklankę?
Rahn został z nimi jednak krótko, nie znosił Marha, uważał że Tia dobrała sobie złego faceta. Choć Marh starał się być w porządku, to jednak był zazdrosny o swoją dziewczynę i często sypał do Rahna głupimi podtekstami. Tia starała się być fair wobec nich, na przykład nie stawać po jednej ze stron. Bardzo sobie ceniła przyjaźń ze starym znajomym toteż nie chciała z niej tak łatwo rezygnować.
Rahn wkurwiony wrócił do akademika, nie myślał jednak o Tii, tylko o swoich oczach.
Od razu po wejściu do akademika sprawdził na necie czy tęczówki mogą zmieniać kolory. Uspokoiły go wypowiedzi różnych osób na forach, że to zależy od diety, jakiś chorób, zwykle się to nie zdarza, ale może.
Rahn stwierdził, że skoro ostatnio czuł się gorzej, to może coś w tym jest. Resztę wieczoru spędził nakurwiając w jakąś strzelankę z kumplami.


Published with Blogger-droid v2.0.4

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Nastał ranek, Valer nie wracał, było to bardzo dziwne, gdyż ptak nie lubił spędzać czasu na zewnątrz. Rahn podniósł się z łóżka, umył, przebrał i przystąpił do mycia zębów. Jednak zaciekawiła go jedna sprawa, w lustrze zamiast swoich błękitnych oczy ujrzał złote tęczówki.
- Popierdoliło mnie - pomyślał
Ghor wstał, wkurwiony nocnymi ekscesami ptaka, nic nie musiał mówić, jego mina świadczyła sama za siebie.
- Dzień dobry - przywitał go Rahn
Ghor tylko westnął.
- Wypuściłem Valera w nocy, ale nie wrócił
- I dobrze, może poczuł w końcu zew natury..
- Zbieraj się, mamy zajęcia za pół godziny
Ghor zarzucił ręcznik na ramię i wyszedł z pokoju.
Zajęcia jak zwykle mało interesujące, teoria, zadania, pierdolenie o pierdołach.
Zmęczony wrócił do akademika, Valera nadal nie było. Usiadł, posiedział na necie, zrobił jakieś ćwiczenia na zajęcia i postanowił odwiedzić Tie.
- Cześć - powiedział wchodząc do pokoju przyjaciółki
- Cześć, jak tam - odpowiedziała Tia nie odwracając oczu z ekranu swojego monitora - co tam, dawno Cię nie było?
- Jestem zbity z tropu, napijemy się piwa? - zapytał wyjmując z plecaka czteropak
- Jasne, czekaj tylko odpiszę jeszcze Karolowi, bo chce jakieś dane na sprawko z nanotechnologii
Rahn usiadł i zaczął przelewać piwo do szklanek. Tia szybko skończyła i odwróciła się po swoją szklankę.
- Co się stało? - zapytała
- Valer.. jak wyleciał tak go nie ma. W dodatku śnią mi się jakieś sny przez które budzę się w nocy.. jakieś gówno
Tia się zaśmiała, Rahn zresztą też.
- Nie martw się jestem pewna, że ptaszysko wróci, ja za to mam zawrót głowy, jutro mam laborki z fizyki, jeszcze na nie jakaś wejściówka, ehh.. nie będę spać całą noc pewnie. O ile to piwo mnie nie otumani. Fajne masz szkła kontaktowe, ile dałeś.
- He? - zdziwił się Rahn
- No twoje tęczówki są innego koloru, ładnie Ci - uśmiechnęła się dziewczyna
Rahn wtedy zdał sobie sprawę z tego, że w cale go nie popierdoliło. Wstał, podszedł do lustra i jeszcze raz przyjrzał się swoim oczom. One nadal pozostawały czarnozłociste.
- Ty miałeś zawsze jakieś jasne oczy nie? - zapytała Tia, żeby się upewnić
- No tak - odpowiedział Rahn zastanawiając się co mogło być powodem takiej zmiany.
- Na pewno nie masz soczewek?
- No nie, pamiętałbym jakby ktoś mi je zakładał, dziwne..

Rahn musiał przyzwyczaić się do nowego trybu życia, oszczędniejszego.. Cotygodniowe powroty do domu zwykle łączyły się również z przywiezieniem do akademika słoików, kotletów i wszelkiej maści jedzenia, nie starczało już na częste wypady na piwko. Od wyjazdu matki minął już miesiąc. Valer o dziwo przyzwyczaił się do nowych ludzi, nie siedział już w klatce tylko na starej drukarce. Ludzie polubili wielkiego kruka, a i niekiedy bawili się z nim. Wszystko co można uznać za dziwne zaczęło się kilka dni później.
Sny Rahna zaczęły się zmieniać, kolorowa postać zaczęła przybierać kształty wielkiego ptaka, biło od niego dobro, przyjaźń i ukojenie. Valer zaczął zachowywać się coraz dziwniej - czasami krakał przez godzinę bez opamiętania lub rozrzucał wszystko po pokoju. Rahn również czuł się coraz gorzej - mało jadł, długo spał i nie miał ochoty na nic. Valer robił się coraz bardziej nieznośny, a Rahn coraz więcej czasu spędzał śpiąc w łóżku.

Tej nocy Rahn po raz kolejny śnił, sen był wyjątkowo realny i prawdziwy. Śnił mu się wielki złoty dysk zakrywającym wejście do dziwnego pomieszczenia. Wielkie złote wrota były popękane, a z dziur wydobywało się jasne światło, im bliżej Rahn podchodził do dysku tym bardziej pękał pod naporem światła z drugiego pomieszczenia. Rahn podszedł do wrót i próbował przyjrzeć się wzorom na nich wyrytych. Nic mu niestety nie mówiły. Białe światło robiło się coraz bardziej intensywne, niszcząc coraz bardziej drzwi. Nastąpił wybuch, dysk leżał rozrzucony dookoła w wejście do komnaty było oczyszczone. Rahn niepewnie wszedł do środka. Jasna sala miała tylko jedno wejście, w środku było pusto, białe ściany zero dekoracji. Tylko na środku wisiało coś dziwnego. Złote wstęgi kręcące się wokół siebie, coś jakby wiatr przybrał kolor i tańczył sam ze sobą. Rahn podchodził coraz bliżej, aby przyglądnąć się temu dziwnemu zjawisku. Im bliżej był, tym wolniej się kręciły. Wyciągnął rękę, złote wstęgi ślimaczo kierowały się w jego stronę, on czuł tylko ciepło i niewyjaśnioną radość kiedy był blisko ich. Dziwne złote osobliwości krążyły symetrycznie w około jego ciała, następnie obydwie wniknęły do niego przez oczy. Rahn poczuł niesamowite szczęście i moc, gdy wchłonął wstęgi. W pomieszczeniu nie było już niczego, światło zaczęło powoli zaczęło przygaszać. Wtem Rahn usłyszał niski dźwięk podobny do krzyku. Odwrócił się w stronę wyjścia. Zobaczył wielkiego ptaka z poprzednich snów, tym razem był wyraźny. Jego ciało miejscami paliło się złoto-pomarańczowymi płomieniami, złoto-czarne pióra układały się w różne wzory, niestety bardzo blade. Ptak lekko unosił się w powietrzu machając monstrualnymi skrzydłami.
- Koneshera Rahn - niskie dźwięki niosące się echem a za razem będące ciche jak szept
Rahn stał i wpatrywał się dalej dziwnemu zjawisku.
Ptak zamachał mocniej skrzydłami aby wzbić się wyżej, po czym z nieopisanym krzykiem i wrzaskiem zanurkował w stronę Rahna.
On nie zdążył zrobić nic innego jak zasłonić się rękami. Doszło do uderzenia. Rahn obudził się.
Oddychał głęboko i był cały mokry, od razu usłyszał głośnie krakanie Valera.
- Cicho Valer obudzisz Ghora!
Kruk jednak nie dawał za wygraną, skakał po całym pokoju i kontynuował przedstawienie.
Rahn otworzył szeroko okno.
- No już, idź się tam wykrzyczeć.
Ptak od razu po zauważeniu otwartego okna, rozpostarł skrzydła i wyleciał, trącając po drodze kilka bibelotów. Nie wrócił jednak, tak jak zwykle po kilku minutach. Rahn czekał na niego przez pół godziny rozmyślając przy otwartym oknie o swoim śnie. Zmęczenie i senność przyszły, ale świat zaczął wydawać się inny. Położył się, ale nie mógł zasnąć. Przeleżał noc w łóżku, jednak Valer nie zapukał w okno.

środa, 28 marca 2012

Rahn spotkał się z Tią na stacji. Widok starej klatki zaciekawił dziewczynę.
- Bierzesz Valera do akademika?
- Tak, moja matka wyjeżdża na jakiś czas, a nie mamy go komu zostawić
- Pociąg osobowy do Terrk odjedzie z toru pierwszego przy peronie pierwszym - oznajmił megafon
Dziewczyna podniosła zasłonę na klatce i przywitała się z krukiem. Jako dobra przyjaciółka Rahna miała z ptakiem wiele miłych wspomnień. Po jakimś czasie przyjechał pociąg. Weszli do środka, kupili bilety i usiedli w wolnym przedziale. Podróż trwała długo ale miło. Oboje wspominali stare czasy: zabawy w chowanego po ciemku ze znajomymi, wspólne wypady na ogniska i żaglówki. 
Była późna jesień toteż po wyjściu z pociągu powitał ich wiatr piasku i liści. Akademiki był blisko, po pięciu minutach każdy był w swoim akademiku.
Ghor był już na miejscu.
- Cześć Ghor
- Cześć, przywiozłeś tego ptaka?
- Tak, jest w klatce - powiedział podnosząc zasłonkę
- Jakie bydle, ale jaki śliczny - uśmiechnął się współlokator - jak ma na imię
- Valer, tylko uważaj bo dziobie jak kogoś nie zna
- Ok, nie będę wkładał mu paców tam gdzie nie trzeba - po czym się zaśmiał
Rahn rozpakował się, a zajęło mu to trochę. Nakarmił Valera i usiadł do pisania sprawozdania. Nie trwało to jednak długo, wkrótce przyszli znajomi i wyciągnęli go na piwo do baru. Po kilku godzinach wrócił zmęczony i pijany. Zasnął.
Dzisiejszy sen nie był jednak taki jakie zwykle śnił poza domem. W śnie tym gonił za kimś otoczony kolorowymi płomieniami, w tle odzywały się głosu różnych ludzi szepczących do niego w dziwnym języku. Było to inne od widoku martwych osób, ale równie dziwne. Spał dobrze tej nocy, rano obudził się na zajęcia wcześniej aby wypościć na chwile Valera. Ptak ochoczo wszedł mu na przedramię i wyleciał przez okno. Po kilku chwilach wrócił, ale nie był już tak chętny aby wrócić do zamknięcia.
- No Valer nie rób scen - uśmiechnął się do niego Rahn, próbując zagonić ptaka do klatki
W końcu chwycił go i dopiął swego.
Po szybkim prysznicu oraz śniadaniu dla siebie i kruka. Wyszedł na zajęcia. Na uczelni czas rządził się swoimi prawami. Wszelkie porównania nie były w stanie określić ile tak na prawdę trwa trzy godzinny wykład. A usypiający prowadzący bardziej nadawał by się do czytania książek dzieciom w przedszkolu, aby one poszły spać. Później ćwiczenia, przy których mózg eksplodował i laboratoria na których nic nie działało jak potrzeba, w tym przypadku komputery starej daty. O dziwo podobnie wyglądał każdy dzień, uczelnia ścisła, kierunek informatyka, czyli elektronika, programowanie i  matematyka. Wszystko to dawało w kość, ale trzeba z czegoś żyć. Wieczorem zmęczony Rahn przyszedł do akademika, aby przeczytać kilka instrukcji na następny dzień i ponapierdalać w jakieś planszówki ze znajomymi. Tak mijały tygodnie.
Rahn wszedł do pokoju, położył się na łóżku. Do pokoju wszedł jego współlokator z piwem.
- O jesteś, pijesz z nami na korytarzu? Ania ma dzisiaj urodziny i chce widzieć wszystkich najebanych.
- Nie, dzięki – odpowiedział Rahn – jestem wykończony, cały dzień zajęcia, jakieś idiotyczne laborki.
- No nie bądź cipa, chodź.
- Żebym znowu kolorował kible na całym piętrze?
- Ano w sumie racja, sprzątaczki znowu się wnerwią i je zamkną, a na parter nie chce mi się chodzić żeby się odlać. Dobra, ja idę pić, jak chcesz to przyjdź
- Ok – odpowiedział z uśmiechem Rahn.
Ghor wyszedł z pokoju, odpalając jeszcze w międzyczasie papierosa.  Rahn został sam, włączył komputer i przeglądał przez chwilę informacje. Ktoś zapukał.
- Proszę – krzyknął
Do pokoju weszła ciemnowłosa, uśmiechnięta dziewczyna.
- Cześć gnoju – przywitała się z uśmiechem.
- Cześć słoneczko – odpowiedział Rahn – co tu robisz Tia?
- A nic, wpadłam do koleżanki po notatki, to postanowiłam Cię odwiedzić. Jak tam?
- Po staremu, siedziałem cały dzień na uczelni i najchętniej bym spał. Herbatkę, kawkę, piwko?
- Ooo, piwko! Gdzie masz? – spytała dziewczyna zaczynając przeglądać szafki
- W lodówce, wyciągniesz też dla mnie?
- Jasne, masz jakieś czyste szklanki czy mam pić z gwinta?
- Jak sobie umyjesz… – uśmiechnął się Rahn
- Ehhh – westchnęła Tia patrząc na całą stertę brudnych naczyń w zlewie – jebać to.
Usiedli razem na łóżku i gadali przez chwilę o uczelni, znajomych, podnoszących się cenach paliwa i o głodzie na świecie.
- Co tam u twojej mamy? – spytała Tia
- A wiesz, nie wiem, nie dzwoniłem do niej od 3 dni, dzięki że mi przypomniałaś. Chyba wszystko dobrze, przyjechała do nas ciocia na kilka dni, więc pewnie zagadały się obie na śmierć.
Do pokoju z hukiem weszła inna dziewczyna, była to Ania.
- Pijemy, nie siedzimy sami! – krzyknęła solenizantka – Chodźcie na korytarz, cześć Tia!
- Cześć, wszystkiego najlepszego Aniu!
- Dzięki, widzę że już macie piwo więc chodźcie
- Idziemy? – zapytał Rahn, ale spodziewać się mógł tylko jednej odpowiedzi..
Oboje wyszli z pokoju i dołączyli do zabawy. Pijąc piwo, wódkę i inne, dziwne trunki. Impreza była rozganiana wielokrotnie przez portierkę akademika, ale dopiero wizyta straży akademickiej położyła jej kres. Rahn oczywiście musiał się najebać tak, że nie pamiętał praktycznie niczego.
Obudził się następnego dnia, z ciałem suchym jak Sahara. Szybko wypił kilka szklanek wody, umył się, przebrał i ruszył do sklepu kupić kilka rzeczy na obiad.
Była sobota, więc po zjedzonym obiedzie wyszedł na pociąg do domu. Jechał długo, około 3 godziny z jedną przesiadką. Już sama bliskość domu zmieniała jego samopoczucie. W domu czuł się sennie, ospale.
- Dzień dobry! – krzyczał już od progu
- Cześć kochanie – krzyczała z kuchni mama – chodź, mam pyszny obiadek dla Ciebie!
- Już, gdzie jest Valer?
- Chyba u Ciebie w pokoju
Rahn wszedł do siebie, zrzucił wszystkie torby na ziemię i uśmiechnął się do swojego ptasiego towarzysza. Rozpostarte, czarne skrzydła Valera i charakterystyczne „Kraaa” oznaczało zwykle radość kruka. Ptak ten został przygarnięty przez matkę mniej więcej wtedy kiedy rodził się Rahn. O dziwo w ogóle nie chciał odlecieć, nawet wypuszczany wracał po kilku minutach. Matka znalazła go podobno kiedy jako młody prawie nieopierzony ptak był terroryzowany i poturbowany przez jakiegoś kota.
Kruk wbił się lekko w powietrze i usiadł na ramieniu Rahna.
- Już zapomniałem jaki jesteś ciężki – zaprotestował Rahn podając mu pod dziób słodką dektylę.
- Kraaa – krzyknął Valer po skonsumowaniu przekąski
Do pokoju weszła matka obcierając ręce w starą szmatę.
- No chodź, stygnie.
Podczas obiadu Rahn opowiadał matce o swoich studiach, nowych znajomych, współlokatorze. Valer siedział cały czas na swoim drągu w kuchni, i przedrzemywał sobie. Po zjedzonej kolacji, chwilę bawił się z krukiem, po czym zmęczony rzucił się na łóżko.
Rahn miewał dziwne sny ostatnimi miesiącami, mniej więcej od czasu kiedy wyprowadził się na studia do innego miasta. Sny te wiele razy budziły go w nocy i nurtowały. Dotyczyły zwykle drastycznych morderstw , martwych ciał i poczucia beznadziejności. Co dziwne, nigdy nie dotyczyły osób, które znał. Nieznajomi w snach mieli niekiedy dziwne kolory oczów oraz tatuaże.  Było to dziwne, lecz tłumaczył to sobie ostatnimi zmianami w jego życiu. Kończąc liceum zdecydował się na wybranie ścisłych studiów w stolicy. Padło na informatykę, a dzięki wyjątkowym wynikom, dostał się do najlepszej politechniki. Dzięki stypendiom mógł mieszkać w akademiku i w jakiś sposób wiązać koniec z końcem, tak żeby nie obciążać matki. Emerytowana nauczycielka nie była w stanie utrzymać studenta w stolicy.
Poranne krukanie Valera wybudziło Rahna.
- Valer, nie masz co robić? – zapytał kruka
- Kraaa
- Tak jak myślałem – zaśmiał się Rahn
- Wstawaj, już późno – krzyczała matka z kuchni
Rahn wstał, ubrał się i przeszedł do kuchni.
- Robię sobie kawę, zrobić Ci też? – spytał
- Nie, dzięki, piłam przed chwilą – odpowiedziała smażąc cebulę na patelni – słuchaj, wyjeżdżam na jakiś czas za granicę
- Po co?
- Chcę, sobie zrobić więcej wolnego i odpocząć od pracy, wyjeżdżam do ciotki Edyty. Nie wiem tylko co z Valerem, on nie toleruje nikogo prócz nas. Możesz go zabrać do akademika?
- Nie wiem czy mogę, zapytam Ghora, na ile tam jedziesz?
- No tak na miesiąc, może dwa..
- Na miesiąc? Co tam będziesz robić?
- Odpoczywać… teraz kiedy już jesteś samodzielny mogę sobie na coś takiego pozwolić
- A kiedy wyjeżdżasz?
- Prawdopodobnie za kilka dni
- Dni? Ehh… no to najlepiej od razu zadzwonię do Ghora.
- No to spakuj się, zabierz jak najwięcej rzeczy, tam jest ta stara klatka, co prawda Valer nie lubi w niej siedzieć, ale nie ma innego wyboru.
Cały dzień zajęło Rahnowi pakowanie się. Ghor o dziwo nie miał nic przeciwko Valerowi, toteż kruk został zapakowany do klatki. Zadzwonił jeszcze w między czasie do Tii, mieszkała ona w sąsiedniej miejscowości i czasami wracali razem na studia. Rozmowa była krótka: pytanie o godzinę, potwierdzenie. Nadszedł wieczór, więc Rahn gotowy do drogi wyruszył na pociąg.
- No to baw się dobrze mamo, na razie.
- Ty też – odpowiedziała – zadzwoń jak będziesz na miejscu
- Ok