czwartek, 12 kwietnia 2012

Wychodząc z akademika spotkali trzech mężczyzn, Rahn już z daleka zauważył takie same dziwne poświaty wokół nich, czyżby znajomi matki? Jednak na widok ubranych w garnitury ludzi pobladła, ciotka również poczuła się nieswojo.
- Witam, Panie - przywitał ich wysoki brunet - czym zawdzięczamy sobie takie naużywanie uprawnień, skąd taki pośpiech? Odwiedziny syna?
- Nikt nas nie widział, jeżeli o to chodzi - odpowiedziała matka Rahna - jaki pośpiech? Wracamy z wakacji, przyjechałam odebrać syna, udajemy się do domu na weekend.
- Dziwne - zaśmiał się mężczyzna - wyglądają Panie jakby przed chwilą były na zakupach, tak jakby wracały z centrum handlowego - podszedł bliżej i zaczął coś szeptać w dziwnym języku, Rahn widział jak jego aura zaczyna drgać i kształtować, ale siedział cicho. Część aury bruneta złączyło się z aurą ciotki, ona natomiast lekko drgnęła.
- Będę miał Panią na oku - uśmiechnął się - na razie dziękuję. Miłego dnia życzę. Chłopaki zbieramy się - powiedział do swoich podwładnych, po czym zapakowali się do samochodu i odjechali.
Chociaż Rahnowi nasuwało się wiele pytań, spojrzenie matki i ciotki, oraz ich oschłe zachowanie zamknęło mu język za zębami. Wracali pociągiem, jazda w ostrym słońcu i ciepły przedział nie należała do najmilszych, ale o dziwo szybko minęła. Ciotka i matka starały się nic nie mówić, obie tępo wpatrywały się okno. Po dotarciu do domu, zrobieniu zakupów i obiadu atmosfera pozostawała taka sama. Rahn próbował podtrzymać jakoś rozmowę, opowiadając o studiach, ale równie dobrze mógł mówić do pustej ściany. Wieczorem odprowadzili ciotkę na pociąg. Kiedy wracali matka Rahna, stała się już bardziej rozchmurzona. Opowiadała synowi o wakacjach i miło spędzonym czasie razem z ciotką Edytą. Po wejściu do domu, zrobiła kolacje. Kiedy jedli Rahn wpatrywał się w matkę pytająco.
- Dobra - odpowiedziała matka - przejdziemy się na spacer?
- Ale jest późno - zdziwił się Rahn
- Eeee... wcale nie odpowiedziała matka
- Do dobra, a gdzie chcesz iść? 
- No może przejdziemy się na łąki, koło lasu
Propozycja matki była dziwna, ale po co jej odmawiać. Po zjedzonej kolacji wyszli na spacer. Trochę im zajęło dotarcie do celu, ale w końcu, dotarli na polanę przed lasem. Choć było późno i  ciemno matka podążała w stronę lasu, Rahn szedł za nią, wyczuwając jakiś cel w jej zachowaniu.
Mijali wiele drzew, podążając leśną ścieżką. Rahn zauważył, że aura matki zaczyna po woli znikać, tak jakby się rozpuszczała, wreszcie dotarli do małej polanki, nie rosło na niej żadne drzewo, a zamiast trawy leżało kilka suchych liści.
- Jesteśmy na miejscu - powiedziała w końcu matka - teraz mogę Ci co nieco powiedzieć, bo widzisz - zatrzymała się, żeby ubrać myśli w słowa - tak właściwie to ja nie jestem twoją matką....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz