niedziela, 22 kwietnia 2012

Poranek, jasne promienie światła wdzierały się przez okno do małego pokoju budząc śpiącego Rahna.
- Trzeba wstać - powiedział do siebie. Tak też uczynił. Zauważył od razu rozrzucone wokoło notatki. Zebrał je go ksiąg i podążył do kuchni. Siedziała w niej matka w szlafroku i popijała kawę. Rahn podszedł do czajnika, nasypał sobie kawy i zalał gorącą jeszcze wodą. Usiadł przy stole i wpatrywał się w kobietę.
Miał jej nadal za złe, że dopiero teraz o wszystkim mu powiedziała, ale prawdopodobnie w innych okolicznościach nigdy by jej nie uwierzył.
- Jak tam na studiach? - zapytała przerywając ciszę
- A, wiesz nic, jakoś leci. Daję sobie radę, chociaż czasami mam ochotę pozabijać niektórych ludzi - mówił z uśmiechem
- No tak bywa - uśmiechnęła się i popatrzyła w okno - a jak tam Tia? Widujecie się czy nie?
- Czasem ją odwiedzam, ale tak to raczej nie mamy czasu. A ty jak spędziłaś wakacje?
- Wiesz, wylegiwałam się z ciotką nad jeziorem i spacerowałyśmy po górach, dobrze mi to zrobiło, ale wiesz wczorajsze wydarzania znowu popsuły mi humor.
- Nie przejmuj się, będzie dobrze - próbował ją pocieszyć Rahn
Nic to nie dało, ona wróciła do spoglądania w przestrzeń, a Rahn przygotował jakieś śniadanie. W milczeniu zjedli kanapki.
- Muszę być wcześniej w akademiku, zrobić coś na jutro - zaczął Rahn
- W porządku, przygotuje Ci jakieś jedzenie.
Do odjazdu Rahn studiował notatki matki, zaczął on wstępu, jakim był rozpisany alfabet. Magiczne formuły składało się za pomocą specjalnego alfabetu. Każda pojedyncza litera miała swoje rozwinięcie w słowie, poszczególne słowa reprezentowały szkoły, żywioły, akceleracje lub nic nie znaczyły, przynajmniej tak było w notatkach matki.
- To musisz znać na pamięć - powiedziała do niego matka widząc co przegląda
Było to skomplikowane, w dodatku słowa inaczej się wymawiało a inaczej pisało, na szczęście matka wymieniła na marginesie jak robić to poprawnie. Rahn powtarzał sobie słowa w myśli, o dziwo łatwo wchodziły mu do głowy. Nauczenie się wszystkiego zajęło mu około godziny. Następnie przeczytał wszystkie 20 stron na temat koncentracji i poprawnego wymawianiu formuł. Zaczęła się pierwsza strona traktująca już o konkretnym zaklęciu. "Wzniecenie płomienia", łatwe zaklęcie, proste ruchy, nikły efekt - z palca ulatnia się mały płomyczek. Rahn próbował kopiować ruchy z książki, a że było to łatwe to szybko załapał. Kolejne zaklęcia sfery, im bardziej zaawansowane miały dłuższe formuły i wymagały dodatkowych gestów. Jednak ucząc się ich w ten sposób łatwiej było je zapamiętać. Rahn zdążył nauczyć się tylko kilka, kiedy trzeba było jechać na studia. Spakował wszystkie notatki do plecaka, razem z jedzeniem i ubraniami. Pożegnał matkę i udał się na pociąg. Było pochmurno i zbierało się na deszcz, jednak zanim zaczęło kropić Rahn był już przed dworcem.
Rozglądnął się po poczekalni i znalazł w końcu znany mu szary płaszczyk, Tia stała do niego plecami i pisała coś na telefonie. Po cichu podszedł do niej i zasłonił jej oczy, aby zabawić się w "zgadnij kto". Jednak od razu poczuł, iż dziewczyna ma mokre oczy. Tia odwróciła się i rzeczywiście płakała.
- Marh mnie zostawił, tępy chuj! - krzyczała przez zatkany nos. Po czym chwyciła Rahna i przytuliała się do niego płacząc mu w ramie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz