Rahn musiał przyzwyczaić się do nowego trybu życia, oszczędniejszego.. Cotygodniowe powroty do domu zwykle łączyły się również z przywiezieniem do akademika słoików, kotletów i wszelkiej maści jedzenia, nie starczało już na częste wypady na piwko. Od wyjazdu matki minął już miesiąc. Valer o dziwo przyzwyczaił się do nowych ludzi, nie siedział już w klatce tylko na starej drukarce. Ludzie polubili wielkiego kruka, a i niekiedy bawili się z nim. Wszystko co można uznać za dziwne zaczęło się kilka dni później.
Sny Rahna zaczęły się zmieniać, kolorowa postać zaczęła przybierać kształty wielkiego ptaka, biło od niego dobro, przyjaźń i ukojenie. Valer zaczął zachowywać się coraz dziwniej - czasami krakał przez godzinę bez opamiętania lub rozrzucał wszystko po pokoju. Rahn również czuł się coraz gorzej - mało jadł, długo spał i nie miał ochoty na nic. Valer robił się coraz bardziej nieznośny, a Rahn coraz więcej czasu spędzał śpiąc w łóżku.
Tej nocy Rahn po raz kolejny śnił, sen był wyjątkowo realny i prawdziwy. Śnił mu się wielki złoty dysk zakrywającym wejście do dziwnego pomieszczenia. Wielkie złote wrota były popękane, a z dziur wydobywało się jasne światło, im bliżej Rahn podchodził do dysku tym bardziej pękał pod naporem światła z drugiego pomieszczenia. Rahn podszedł do wrót i próbował przyjrzeć się wzorom na nich wyrytych. Nic mu niestety nie mówiły. Białe światło robiło się coraz bardziej intensywne, niszcząc coraz bardziej drzwi. Nastąpił wybuch, dysk leżał rozrzucony dookoła w wejście do komnaty było oczyszczone. Rahn niepewnie wszedł do środka. Jasna sala miała tylko jedno wejście, w środku było pusto, białe ściany zero dekoracji. Tylko na środku wisiało coś dziwnego. Złote wstęgi kręcące się wokół siebie, coś jakby wiatr przybrał kolor i tańczył sam ze sobą. Rahn podchodził coraz bliżej, aby przyglądnąć się temu dziwnemu zjawisku. Im bliżej był, tym wolniej się kręciły. Wyciągnął rękę, złote wstęgi ślimaczo kierowały się w jego stronę, on czuł tylko ciepło i niewyjaśnioną radość kiedy był blisko ich. Dziwne złote osobliwości krążyły symetrycznie w około jego ciała, następnie obydwie wniknęły do niego przez oczy. Rahn poczuł niesamowite szczęście i moc, gdy wchłonął wstęgi. W pomieszczeniu nie było już niczego, światło zaczęło powoli zaczęło przygaszać. Wtem Rahn usłyszał niski dźwięk podobny do krzyku. Odwrócił się w stronę wyjścia. Zobaczył wielkiego ptaka z poprzednich snów, tym razem był wyraźny. Jego ciało miejscami paliło się złoto-pomarańczowymi płomieniami, złoto-czarne pióra układały się w różne wzory, niestety bardzo blade. Ptak lekko unosił się w powietrzu machając monstrualnymi skrzydłami.
- Koneshera Rahn - niskie dźwięki niosące się echem a za razem będące ciche jak szept
Rahn stał i wpatrywał się dalej dziwnemu zjawisku.
Ptak zamachał mocniej skrzydłami aby wzbić się wyżej, po czym z nieopisanym krzykiem i wrzaskiem zanurkował w stronę Rahna.
On nie zdążył zrobić nic innego jak zasłonić się rękami. Doszło do uderzenia. Rahn obudził się.
Oddychał głęboko i był cały mokry, od razu usłyszał głośnie krakanie Valera.
- Cicho Valer obudzisz Ghora!
Kruk jednak nie dawał za wygraną, skakał po całym pokoju i kontynuował przedstawienie.
Rahn otworzył szeroko okno.
- No już, idź się tam wykrzyczeć.
Ptak od razu po zauważeniu otwartego okna, rozpostarł skrzydła i wyleciał, trącając po drodze kilka bibelotów. Nie wrócił jednak, tak jak zwykle po kilku minutach. Rahn czekał na niego przez pół godziny rozmyślając przy otwartym oknie o swoim śnie. Zmęczenie i senność przyszły, ale świat zaczął wydawać się inny. Położył się, ale nie mógł zasnąć. Przeleżał noc w łóżku, jednak Valer nie zapukał w okno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz