środa, 28 marca 2012

Rahn spotkał się z Tią na stacji. Widok starej klatki zaciekawił dziewczynę.
- Bierzesz Valera do akademika?
- Tak, moja matka wyjeżdża na jakiś czas, a nie mamy go komu zostawić
- Pociąg osobowy do Terrk odjedzie z toru pierwszego przy peronie pierwszym - oznajmił megafon
Dziewczyna podniosła zasłonę na klatce i przywitała się z krukiem. Jako dobra przyjaciółka Rahna miała z ptakiem wiele miłych wspomnień. Po jakimś czasie przyjechał pociąg. Weszli do środka, kupili bilety i usiedli w wolnym przedziale. Podróż trwała długo ale miło. Oboje wspominali stare czasy: zabawy w chowanego po ciemku ze znajomymi, wspólne wypady na ogniska i żaglówki. 
Była późna jesień toteż po wyjściu z pociągu powitał ich wiatr piasku i liści. Akademiki był blisko, po pięciu minutach każdy był w swoim akademiku.
Ghor był już na miejscu.
- Cześć Ghor
- Cześć, przywiozłeś tego ptaka?
- Tak, jest w klatce - powiedział podnosząc zasłonkę
- Jakie bydle, ale jaki śliczny - uśmiechnął się współlokator - jak ma na imię
- Valer, tylko uważaj bo dziobie jak kogoś nie zna
- Ok, nie będę wkładał mu paców tam gdzie nie trzeba - po czym się zaśmiał
Rahn rozpakował się, a zajęło mu to trochę. Nakarmił Valera i usiadł do pisania sprawozdania. Nie trwało to jednak długo, wkrótce przyszli znajomi i wyciągnęli go na piwo do baru. Po kilku godzinach wrócił zmęczony i pijany. Zasnął.
Dzisiejszy sen nie był jednak taki jakie zwykle śnił poza domem. W śnie tym gonił za kimś otoczony kolorowymi płomieniami, w tle odzywały się głosu różnych ludzi szepczących do niego w dziwnym języku. Było to inne od widoku martwych osób, ale równie dziwne. Spał dobrze tej nocy, rano obudził się na zajęcia wcześniej aby wypościć na chwile Valera. Ptak ochoczo wszedł mu na przedramię i wyleciał przez okno. Po kilku chwilach wrócił, ale nie był już tak chętny aby wrócić do zamknięcia.
- No Valer nie rób scen - uśmiechnął się do niego Rahn, próbując zagonić ptaka do klatki
W końcu chwycił go i dopiął swego.
Po szybkim prysznicu oraz śniadaniu dla siebie i kruka. Wyszedł na zajęcia. Na uczelni czas rządził się swoimi prawami. Wszelkie porównania nie były w stanie określić ile tak na prawdę trwa trzy godzinny wykład. A usypiający prowadzący bardziej nadawał by się do czytania książek dzieciom w przedszkolu, aby one poszły spać. Później ćwiczenia, przy których mózg eksplodował i laboratoria na których nic nie działało jak potrzeba, w tym przypadku komputery starej daty. O dziwo podobnie wyglądał każdy dzień, uczelnia ścisła, kierunek informatyka, czyli elektronika, programowanie i  matematyka. Wszystko to dawało w kość, ale trzeba z czegoś żyć. Wieczorem zmęczony Rahn przyszedł do akademika, aby przeczytać kilka instrukcji na następny dzień i ponapierdalać w jakieś planszówki ze znajomymi. Tak mijały tygodnie.
Rahn wszedł do pokoju, położył się na łóżku. Do pokoju wszedł jego współlokator z piwem.
- O jesteś, pijesz z nami na korytarzu? Ania ma dzisiaj urodziny i chce widzieć wszystkich najebanych.
- Nie, dzięki – odpowiedział Rahn – jestem wykończony, cały dzień zajęcia, jakieś idiotyczne laborki.
- No nie bądź cipa, chodź.
- Żebym znowu kolorował kible na całym piętrze?
- Ano w sumie racja, sprzątaczki znowu się wnerwią i je zamkną, a na parter nie chce mi się chodzić żeby się odlać. Dobra, ja idę pić, jak chcesz to przyjdź
- Ok – odpowiedział z uśmiechem Rahn.
Ghor wyszedł z pokoju, odpalając jeszcze w międzyczasie papierosa.  Rahn został sam, włączył komputer i przeglądał przez chwilę informacje. Ktoś zapukał.
- Proszę – krzyknął
Do pokoju weszła ciemnowłosa, uśmiechnięta dziewczyna.
- Cześć gnoju – przywitała się z uśmiechem.
- Cześć słoneczko – odpowiedział Rahn – co tu robisz Tia?
- A nic, wpadłam do koleżanki po notatki, to postanowiłam Cię odwiedzić. Jak tam?
- Po staremu, siedziałem cały dzień na uczelni i najchętniej bym spał. Herbatkę, kawkę, piwko?
- Ooo, piwko! Gdzie masz? – spytała dziewczyna zaczynając przeglądać szafki
- W lodówce, wyciągniesz też dla mnie?
- Jasne, masz jakieś czyste szklanki czy mam pić z gwinta?
- Jak sobie umyjesz… – uśmiechnął się Rahn
- Ehhh – westchnęła Tia patrząc na całą stertę brudnych naczyń w zlewie – jebać to.
Usiedli razem na łóżku i gadali przez chwilę o uczelni, znajomych, podnoszących się cenach paliwa i o głodzie na świecie.
- Co tam u twojej mamy? – spytała Tia
- A wiesz, nie wiem, nie dzwoniłem do niej od 3 dni, dzięki że mi przypomniałaś. Chyba wszystko dobrze, przyjechała do nas ciocia na kilka dni, więc pewnie zagadały się obie na śmierć.
Do pokoju z hukiem weszła inna dziewczyna, była to Ania.
- Pijemy, nie siedzimy sami! – krzyknęła solenizantka – Chodźcie na korytarz, cześć Tia!
- Cześć, wszystkiego najlepszego Aniu!
- Dzięki, widzę że już macie piwo więc chodźcie
- Idziemy? – zapytał Rahn, ale spodziewać się mógł tylko jednej odpowiedzi..
Oboje wyszli z pokoju i dołączyli do zabawy. Pijąc piwo, wódkę i inne, dziwne trunki. Impreza była rozganiana wielokrotnie przez portierkę akademika, ale dopiero wizyta straży akademickiej położyła jej kres. Rahn oczywiście musiał się najebać tak, że nie pamiętał praktycznie niczego.
Obudził się następnego dnia, z ciałem suchym jak Sahara. Szybko wypił kilka szklanek wody, umył się, przebrał i ruszył do sklepu kupić kilka rzeczy na obiad.
Była sobota, więc po zjedzonym obiedzie wyszedł na pociąg do domu. Jechał długo, około 3 godziny z jedną przesiadką. Już sama bliskość domu zmieniała jego samopoczucie. W domu czuł się sennie, ospale.
- Dzień dobry! – krzyczał już od progu
- Cześć kochanie – krzyczała z kuchni mama – chodź, mam pyszny obiadek dla Ciebie!
- Już, gdzie jest Valer?
- Chyba u Ciebie w pokoju
Rahn wszedł do siebie, zrzucił wszystkie torby na ziemię i uśmiechnął się do swojego ptasiego towarzysza. Rozpostarte, czarne skrzydła Valera i charakterystyczne „Kraaa” oznaczało zwykle radość kruka. Ptak ten został przygarnięty przez matkę mniej więcej wtedy kiedy rodził się Rahn. O dziwo w ogóle nie chciał odlecieć, nawet wypuszczany wracał po kilku minutach. Matka znalazła go podobno kiedy jako młody prawie nieopierzony ptak był terroryzowany i poturbowany przez jakiegoś kota.
Kruk wbił się lekko w powietrze i usiadł na ramieniu Rahna.
- Już zapomniałem jaki jesteś ciężki – zaprotestował Rahn podając mu pod dziób słodką dektylę.
- Kraaa – krzyknął Valer po skonsumowaniu przekąski
Do pokoju weszła matka obcierając ręce w starą szmatę.
- No chodź, stygnie.
Podczas obiadu Rahn opowiadał matce o swoich studiach, nowych znajomych, współlokatorze. Valer siedział cały czas na swoim drągu w kuchni, i przedrzemywał sobie. Po zjedzonej kolacji, chwilę bawił się z krukiem, po czym zmęczony rzucił się na łóżko.
Rahn miewał dziwne sny ostatnimi miesiącami, mniej więcej od czasu kiedy wyprowadził się na studia do innego miasta. Sny te wiele razy budziły go w nocy i nurtowały. Dotyczyły zwykle drastycznych morderstw , martwych ciał i poczucia beznadziejności. Co dziwne, nigdy nie dotyczyły osób, które znał. Nieznajomi w snach mieli niekiedy dziwne kolory oczów oraz tatuaże.  Było to dziwne, lecz tłumaczył to sobie ostatnimi zmianami w jego życiu. Kończąc liceum zdecydował się na wybranie ścisłych studiów w stolicy. Padło na informatykę, a dzięki wyjątkowym wynikom, dostał się do najlepszej politechniki. Dzięki stypendiom mógł mieszkać w akademiku i w jakiś sposób wiązać koniec z końcem, tak żeby nie obciążać matki. Emerytowana nauczycielka nie była w stanie utrzymać studenta w stolicy.
Poranne krukanie Valera wybudziło Rahna.
- Valer, nie masz co robić? – zapytał kruka
- Kraaa
- Tak jak myślałem – zaśmiał się Rahn
- Wstawaj, już późno – krzyczała matka z kuchni
Rahn wstał, ubrał się i przeszedł do kuchni.
- Robię sobie kawę, zrobić Ci też? – spytał
- Nie, dzięki, piłam przed chwilą – odpowiedziała smażąc cebulę na patelni – słuchaj, wyjeżdżam na jakiś czas za granicę
- Po co?
- Chcę, sobie zrobić więcej wolnego i odpocząć od pracy, wyjeżdżam do ciotki Edyty. Nie wiem tylko co z Valerem, on nie toleruje nikogo prócz nas. Możesz go zabrać do akademika?
- Nie wiem czy mogę, zapytam Ghora, na ile tam jedziesz?
- No tak na miesiąc, może dwa..
- Na miesiąc? Co tam będziesz robić?
- Odpoczywać… teraz kiedy już jesteś samodzielny mogę sobie na coś takiego pozwolić
- A kiedy wyjeżdżasz?
- Prawdopodobnie za kilka dni
- Dni? Ehh… no to najlepiej od razu zadzwonię do Ghora.
- No to spakuj się, zabierz jak najwięcej rzeczy, tam jest ta stara klatka, co prawda Valer nie lubi w niej siedzieć, ale nie ma innego wyboru.
Cały dzień zajęło Rahnowi pakowanie się. Ghor o dziwo nie miał nic przeciwko Valerowi, toteż kruk został zapakowany do klatki. Zadzwonił jeszcze w między czasie do Tii, mieszkała ona w sąsiedniej miejscowości i czasami wracali razem na studia. Rozmowa była krótka: pytanie o godzinę, potwierdzenie. Nadszedł wieczór, więc Rahn gotowy do drogi wyruszył na pociąg.
- No to baw się dobrze mamo, na razie.
- Ty też – odpowiedziała – zadzwoń jak będziesz na miejscu
- Ok