- O jesteś, pijesz z nami na korytarzu? Ania ma dzisiaj urodziny i chce widzieć wszystkich najebanych.
- Nie, dzięki – odpowiedział Rahn – jestem wykończony, cały dzień zajęcia, jakieś idiotyczne laborki.
- No nie bądź cipa, chodź.
- Żebym znowu kolorował kible na całym piętrze?
- Ano w sumie racja, sprzątaczki znowu się wnerwią i je zamkną, a na parter nie chce mi się chodzić żeby się odlać. Dobra, ja idę pić, jak chcesz to przyjdź
- Ok – odpowiedział z uśmiechem Rahn.
Ghor wyszedł z pokoju, odpalając jeszcze w międzyczasie papierosa. Rahn został sam, włączył komputer i przeglądał przez chwilę informacje. Ktoś zapukał.
- Proszę – krzyknął
Do pokoju weszła ciemnowłosa, uśmiechnięta dziewczyna.
- Cześć gnoju – przywitała się z uśmiechem.
- Cześć słoneczko – odpowiedział Rahn – co tu robisz Tia?
- A nic, wpadłam do koleżanki po notatki, to postanowiłam Cię odwiedzić. Jak tam?
- Po staremu, siedziałem cały dzień na uczelni i najchętniej bym spał. Herbatkę, kawkę, piwko?
- Ooo, piwko! Gdzie masz? – spytała dziewczyna zaczynając przeglądać szafki
- W lodówce, wyciągniesz też dla mnie?
- Jasne, masz jakieś czyste szklanki czy mam pić z gwinta?
- Jak sobie umyjesz… – uśmiechnął się Rahn
- Ehhh – westchnęła Tia patrząc na całą stertę brudnych naczyń w zlewie – jebać to.
Usiedli razem na łóżku i gadali przez chwilę o uczelni, znajomych, podnoszących się cenach paliwa i o głodzie na świecie.
- Co tam u twojej mamy? – spytała Tia
- A wiesz, nie wiem, nie dzwoniłem do niej od 3 dni, dzięki że mi przypomniałaś. Chyba wszystko dobrze, przyjechała do nas ciocia na kilka dni, więc pewnie zagadały się obie na śmierć.
Do pokoju z hukiem weszła inna dziewczyna, była to Ania.
- Pijemy, nie siedzimy sami! – krzyknęła solenizantka – Chodźcie na korytarz, cześć Tia!
- Cześć, wszystkiego najlepszego Aniu!
- Dzięki, widzę że już macie piwo więc chodźcie
- Idziemy? – zapytał Rahn, ale spodziewać się mógł tylko jednej odpowiedzi..
Oboje wyszli z pokoju i dołączyli do zabawy. Pijąc piwo, wódkę i inne, dziwne trunki. Impreza była rozganiana wielokrotnie przez portierkę akademika, ale dopiero wizyta straży akademickiej położyła jej kres. Rahn oczywiście musiał się najebać tak, że nie pamiętał praktycznie niczego.
Obudził się następnego dnia, z ciałem suchym jak Sahara. Szybko wypił kilka szklanek wody, umył się, przebrał i ruszył do sklepu kupić kilka rzeczy na obiad.
Była sobota, więc po zjedzonym obiedzie wyszedł na pociąg do domu. Jechał długo, około 3 godziny z jedną przesiadką. Już sama bliskość domu zmieniała jego samopoczucie. W domu czuł się sennie, ospale.
- Dzień dobry! – krzyczał już od progu
- Cześć kochanie – krzyczała z kuchni mama – chodź, mam pyszny obiadek dla Ciebie!
- Już, gdzie jest Valer?
- Chyba u Ciebie w pokoju
Rahn wszedł do siebie, zrzucił wszystkie torby na ziemię i uśmiechnął się do swojego ptasiego towarzysza. Rozpostarte, czarne skrzydła Valera i charakterystyczne „Kraaa” oznaczało zwykle radość kruka. Ptak ten został przygarnięty przez matkę mniej więcej wtedy kiedy rodził się Rahn. O dziwo w ogóle nie chciał odlecieć, nawet wypuszczany wracał po kilku minutach. Matka znalazła go podobno kiedy jako młody prawie nieopierzony ptak był terroryzowany i poturbowany przez jakiegoś kota.
Kruk wbił się lekko w powietrze i usiadł na ramieniu Rahna.
- Już zapomniałem jaki jesteś ciężki – zaprotestował Rahn podając mu pod dziób słodką dektylę.
- Kraaa – krzyknął Valer po skonsumowaniu przekąski
Do pokoju weszła matka obcierając ręce w starą szmatę.
- No chodź, stygnie.
Podczas obiadu Rahn opowiadał matce o swoich studiach, nowych znajomych, współlokatorze. Valer siedział cały czas na swoim drągu w kuchni, i przedrzemywał sobie. Po zjedzonej kolacji, chwilę bawił się z krukiem, po czym zmęczony rzucił się na łóżko.
Rahn miewał dziwne sny ostatnimi miesiącami, mniej więcej od czasu kiedy wyprowadził się na studia do innego miasta. Sny te wiele razy budziły go w nocy i nurtowały. Dotyczyły zwykle drastycznych morderstw , martwych ciał i poczucia beznadziejności. Co dziwne, nigdy nie dotyczyły osób, które znał. Nieznajomi w snach mieli niekiedy dziwne kolory oczów oraz tatuaże. Było to dziwne, lecz tłumaczył to sobie ostatnimi zmianami w jego życiu. Kończąc liceum zdecydował się na wybranie ścisłych studiów w stolicy. Padło na informatykę, a dzięki wyjątkowym wynikom, dostał się do najlepszej politechniki. Dzięki stypendiom mógł mieszkać w akademiku i w jakiś sposób wiązać koniec z końcem, tak żeby nie obciążać matki. Emerytowana nauczycielka nie była w stanie utrzymać studenta w stolicy.
Poranne krukanie Valera wybudziło Rahna.
- Valer, nie masz co robić? – zapytał kruka
- Kraaa
- Tak jak myślałem – zaśmiał się Rahn
- Wstawaj, już późno – krzyczała matka z kuchni
Rahn wstał, ubrał się i przeszedł do kuchni.
- Robię sobie kawę, zrobić Ci też? – spytał
- Nie, dzięki, piłam przed chwilą – odpowiedziała smażąc cebulę na patelni – słuchaj, wyjeżdżam na jakiś czas za granicę
- Po co?
- Chcę, sobie zrobić więcej wolnego i odpocząć od pracy, wyjeżdżam do ciotki Edyty. Nie wiem tylko co z Valerem, on nie toleruje nikogo prócz nas. Możesz go zabrać do akademika?
- Nie wiem czy mogę, zapytam Ghora, na ile tam jedziesz?
- No tak na miesiąc, może dwa..
- Na miesiąc? Co tam będziesz robić?
- Odpoczywać… teraz kiedy już jesteś samodzielny mogę sobie na coś takiego pozwolić
- A kiedy wyjeżdżasz?
- Prawdopodobnie za kilka dni
- Dni? Ehh… no to najlepiej od razu zadzwonię do Ghora.
- No to spakuj się, zabierz jak najwięcej rzeczy, tam jest ta stara klatka, co prawda Valer nie lubi w niej siedzieć, ale nie ma innego wyboru.
Cały dzień zajęło Rahnowi pakowanie się. Ghor o dziwo nie miał nic przeciwko Valerowi, toteż kruk został zapakowany do klatki. Zadzwonił jeszcze w między czasie do Tii, mieszkała ona w sąsiedniej miejscowości i czasami wracali razem na studia. Rozmowa była krótka: pytanie o godzinę, potwierdzenie. Nadszedł wieczór, więc Rahn gotowy do drogi wyruszył na pociąg.
- No to baw się dobrze mamo, na razie.
- Ty też – odpowiedziała – zadzwoń jak będziesz na miejscu
- Ok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz